Interpelacja w sprawie zagrożenia funkcjonariuszy Policji ze strony przestępców
Szanowny Panie Ministrze! Zarządowi Wojewódzkiemu NSZZ Policjantów w Komendzie Stołecznej Policji dobrze jest znana sprawa trzech funkcjonariuszy, których skrzywdziło Biuro Spraw Wewnętrznych wspólnie z prokuraturą. Byli oni przez 6 lat zawieszeni w służbie KSP, gdyż prokurator zarzucił im składanie fałszywych zeznań przeciwko złodziejom samochodów. W sierpniu 2006 r. prawomocnym wyrokiem sądu zostali uniewinnieni, a Policja przywróciła ich do służby. Proces sądowy ujawnił wiele sprzeczności i pytań, które pozostały bez odpowiedzi.
Trzej policjanci Wydziału Patrolowo-Interwencyjnego KSP byli jednymi z najlepszych, wielokrotnie otrzymywali premie od komendantów: stołecznego i głównego. Tak było do 18 lipca 2000 r. Następnego dnia byli świadkami usiłowania kradzieży samochodu. Rozpoczęli pościg, jednak przestępcy uciekli. Całe wydarzenie opisali w notatkach służbowych, w których napisali, że rozpoznali złodzieja uciekającego autem, lecz nie pamiętają jego nazwiska. Dwaj policjanci z wydziału kryminalnego okazali im album ze zdjęciami przestępców, wśród których rozpoznali złodzieja auta, którego, jak się okazało, uprzednio wielokrotnie już legitymowali. Z tej czynności również sporządzono notatkę służbową. Na podstawie tego nieformalnego jeszcze rozpoznania oficer dyżurny wysłał wyżej wspomnianych policjantów kryminalnych, aby zatrzymali rozpoznanego złodzieja w jego mieszkaniu. Nie zastano go jednak pod tym adresem.
Na oficjalnym okazaniu zdjęć przestępców jednemu z wezwanych policjantów - świadkowi nieudanej kradzieży auta - w korytarzu komendy członek gangu złodziei samochodów zaproponował łapówkę za nierozpoznanie jego szefa. Policjant o zdarzeniu poinformował przełożonych. Sprawa trafiła do prokuratury, ale umorzono ją z braku dowodów przestępstwa (przestępca zaprzeczył zaistniałym faktom). Dwa miesiące później szefa gangu, sprawcę nieudanej kradzieży zatrzymano. Trzej policjanci KSP rozpoznali w nim sprawcę usiłowania kradzieży, co udokumentowano w protokole. Paradoksalnie aresztowano jednocześnie jednego z policjantów, którzy ścigali złodzieja auta, na podstawie zeznań złodzieja, który w zeznaniach zaprzeczył faktowi usiłowania kradzieży, podając alibi i oświadczając, że aresztowany policjant straszył go oskarżeniem o usiłowanie kradzieży, w przypadku gdy nie dostarczy określonej kwoty pieniędzy. Złodzieja uwolniono z aresztu, a postępowanie o kradzież umorzono. Nie brano pod uwagę zeznań wszystkich trzech policjantów, którzy złodzieja rozpoznali.
Kolejnym paradoksem jest to, iż kilka miesięcy później ta sama prokuratura listem gończym poszukuje tego złodzieja podejrzewanego o popełnienie i współudział w wielu przestępstwach (obecnie odsiaduje wyrok 12 lat pozbawienia wolności za kierowanie grupą przestępczą o zbrojnym charakterze). Obiektem zainteresowań Zarządu Spraw Wewnętrznych (dziś BSW) byli jednak nadal trzej policjanci KSP, którzy nie poczuwali się do winy. Prokurator przedstawił im zarzuty o fałszywe zeznania przeciwko przestępcy, którego działalność przestępcza jest im dobrze znana.
Proces trzech funkcjonariuszy Policji rozpoczął się w listopadzie 2000 r. W pierwszej instancji zostali uniewinnieni. Prokurator odwołał się, sprawę rozpatrywano ponownie. Sąd zaczął ustalać nowe, zaskakujące fakty. Z akt domniemanych oskarżonych zniknęły notatki służbowe. Zapisy z tych notatek dowodziły, iż wcześniej policjanci wielokrotnie legitymowali przestępcę, więc znali go i mogli go rozpoznać. Zaginęła też notatka z okazania zdjęć, w której potwierdzili rozpoznanie tego złodzieja auta. Wezwani na świadków dwaj kryminalni policjanci zeznali, że policjanci KSP nie rozpoznali na zdjęciach kryminalisty. Zaprzeczyli, jakoby obaj udali się do mieszkania złodzieja (na polecenie dyżurnego), aby go zatrzymać. Tymczasem stwierdzono fakt istnienia wykonania rozkazu dyżurnego w aktach równolegle prowadzonej sprawy o inną kradzież aut. Sąd usiłował wyjaśnić te sprzeczności, lecz świadkowie zasłaniali się niepamięcią tego faktu. Zagmatwanymi zeznaniami obu policjantów kryminalnych nie zainteresowało się ani BSW, ani przełożeni tych policjantów. Świadkiem w sprawie policjantów KSP był też ich przełożony. Sąd również i jemu odmówił wiarygodności, gdyż on sam stał się oskarżonym w innej, ściśle związanej z opisywaną sprawie. Chciał on ujawnić materiały zatrzymania funkcjonariuszy w mediach, oskarżając trzech swoich podwładnych o rzekomą współpracę z mafią. Dowody zarzutów miały mieć potwierdzenie w odebranych im notatnikach służbowych. Za wszelką cenę chciał podważyć wiarygodność podwładnych. Inspektorat KSP wszczął przeciwko niemu postępowanie dyscyplinarne o ujawnienie tajemnicy służbowej, w konsekwencji sformułowano doniesienie do prokuratury, wynikiem czego przedstawiono akt oskarżenia. Wspomniane notatniki zaginęły jednak w niewyjaśnionych okolicznościach, a przełożony policjantów odszedł na rentę przed postawieniem mu zarzutów.
Ponieważ prokuratura wszczęła postępowanie i postawiła zarzuty policjantom na podstawie informacji z Zarządu Spraw Wewnętrznych, sąd wszczął postępowanie. Świadkiem była oficer BSW, która w swoich notatkach miała informacje o tym, że policjanci KSP kłamali, rozpoznając na zdjęciach złodzieja jako sprawcę kradzieży. Oficer nie pamięta, na czyje polecenie zajmowała się sprawą i kto zlecił jej sporządzenie notatki o tej treści. Obecnie twierdzi, że nie pamięta szczegółów sprawy. Twierdzi, że nigdy nie prowadzono postępowania przeciwko tym policjantom. Istniała tzw. teczka zagadnieniowa dotycząca wydziału patrolowo-interwencyjnego związana z łapówkami w Policji, którą przekazano do prokuratury.
Obrońca policjantów zarzuca prokuratorowi, że nie uwzględnił wniosku obrony o przesłuchanie podejrzanych jeszcze na etapie postępowania przygotowawczego, tylko szybko sporządził akt oskarżenia. Sprawa ciągnęła się sześć lat, co świadczy o jakości materiału dowodowego.
Akt oskarżenia nie zawierał powodu, dla którego policjanci mieliby złożyć fałszywe zeznania przeciwko przestępcy - złodziejowi samochodów.
NSSZ Policjantów w KSP uważa, że BSW wspólnie z prokuraturą skrzywdziło bardzo dobrych funkcjonariuszy Policji. W tej sprawie opierano się głównie na pomówieniach, z których niektóre upubliczniono bez zgody policjantów.
W związku z powyższym, kieruję do Pana Ministra następujące pytania:
1. Jakie są przesłanki działania BSW w takich przypadkach jak opisany powyżej?
2. Jak do opisywanych wydarzeń ma się zasada domniemania niewinności?
3. Czy w opisanej sytuacji wszystkie czynności prokuratora były poprawne?
4. W jaki sposób można zabezpieczyć funkcjonariuszy przed tego typu sytuacjami?
5. Czy nie należałoby uprościć postępowanie BSW w takich sprawach celem maksymalnego ich skrócenia w czasie?
Z wyrazami szacunku
Poseł Sandra Lewandowska
Warszawa, dnia 11 kwietnia 2007 r.
- Odpowiedź na interpelację w sprawie zmiany okresu zwrotu podatku VAT dla przedsiębiorstw komunikacji miejskiej
- Interpelacja w sprawie zaliczenia drogi krajowej nr 6 do kategorii dróg ekspresowych
- Interpelacja w sprawie sytuacji KWK ˝Bolesław Śmiały˝, Huty Łaziska i Południowego Koncernu Energetycznego oraz rozbieżności w deklaracjach urzędników państwowych dotyczących restrukturyzacji górnictwa i hutnictwa
- Interpelacja w sprawie wstrzymania sprzedaży Przedsiębiorstwa Handlowo-Produkcyjnego ˝Polski Tytoń˝ SA w Radomiu - ponowna
- Interpelacja w sprawie wprowadzenia powszechnego systemu ubezpieczeń zwierząt gospodarskich